Czym różni się jeden bourbon od drugiego?

Czym różni się jeden bourbon od drugiego? Barman w barze powie nam, że różnicę tę czyni wiek. Bednarz wskaże na beczkę. Gorzelnik zwróci uwagę na inne aspekty. Ale to prawdopodobnie wypalenie beczki od środka jest tą najbardziej skomplikowaną i mistyczną częścią procesu produkcji, która przyczynia się do przemiany dziewiczego spirytusu w bourbon.

 

Ostatnimi czasy niezwykle modnym sposobem spędzania wolnego czasu wśród pasjonatów whiskey stały się wycieczki do destylarni, często – oprócz zwiedzania budynków – oferujące degustacje swoich trunków oraz inne atrakcje. I choć zajrzenie do jakiegokolwiek zakamarka odwiedzanej destylarni jest już ogromnym przeżyciem, to każdy powinien przede wszystkim zobaczyć dwa miejsca. Jednym z nich jest miejsce, gdzie napełnia się beczki świeżym, praktycznie bezzapachowym destylatem, zwanym white dog lub new make. To istna woda życia – mocna, bezbarwna i przejrzysta niczym kryształ. Następnie należy skierować swe kroki nieco dalej, jednak nie dalej niż jakieś 30 jardów, do miejsca, gdzie beczki opróżniane są z zestarzonego produktu finalnego, by ujrzeć prawdziwy cud przemiany. To właśnie tu powietrze przepełnione jest bogatym i silnym zapachem wyleżakowanej whiskey. To właśnie tu z beczki wydostaje się nieraz po bardzo długim śnie i budzi do życia bursztynowy strumień aqua vitae. Te 30 symbolicznych jardów ucieleśnia 4-10 lat (a nierzadko dłużej) starzenia destylatu w magazynie leżakowym, nim stanie się on pełnoprawnym bourbonem.

 

ROMANS WISI W POWIETRZU?

Jak pokazują badania, Europejczycy nadal należą do ludzi niezwykle szarmanckich. Ośmiu na dziesięciu mężczyzn uważa, że wypada na randce płacić za drinki partnerki. Faktem jednak jest, że mężczyźni ci nie wiedzą, że w rzeczywistości mogliby nieco zaoszczędzić. Okazało się bowiem, że darmowych poczęstunków oczekuje jedynie połowa ankietowanych pań. Prawie co druga woli podzielić rachunek na pół, a 7% gotowych jest wręcz płacić za mężczyznę podczas randki. Ciekawe, nieprawdaż?

Niestety, romantyzm i szarmanckość mężczyzn niepokojąco spadają, gdy związek jest już stały lub zalegalizowany. Przynajmniej w przypadku Rosjan, Szwedów i Hiszpanów. Zdecydowana większość Rosjan płaci za swoje partnerki na pierwszej randce. Sytuacja ta zmienia się jednak diametralnie, gdy chodzi o spotkania ze stałymi partnerami. Za drinki żon i wieloletnich partnerek zapłaci już tylko co drugi Rosjanin. Nasi wschodni sąsiedzi są więc idealnymi partnerami na jedną randkę, schody zaczynają się dopiero później. Podobnymi koniunkturalistami bywają Holendrzy, Szwedzi, Belgowie, Hiszpanie i Duńczycy.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że równie praktyczne (a może wyrachowane) bywają także kobiety. Brytyjki i Hiszpanki, które wyjątkowo chętnie fundują drinki mężczyznom, w chwili, gdy już znajdą stałego partnera, oczekują, że to on zacznie płacić za nie. Polacy na tym tle wypadają – na szczęście – o wiele bardziej rycersko. Podobnie jak Włosi i Brytyjczycy, płacą za żony tak samo chętnie, jak za dopiero co poznane partnerki. Równie dobrze w tym zestawieniu wypadają nasi południowi sąsiedzi – Czesi i Słowacy.

POLACY NA TLE EUROPY

Polacy od kilku lat znajdują się w czołówce największych europejskich miłośników piwa. Daleko nam co prawda do Czechów, którzy w 2012 roku wypili średnio 162 litry piwa na głowę i do Niemców, na których przypadło 118 litrów. Ale z naszymi 93 litrami spożytymi w zeszłym roku plasujemy się wysoko przed Włochami, Francuzami, Szwedami, Rosjanami i Węgrami – mieszkańcami krajów, gdzie znacznie chętniej sięga się po wino lub wódkę.

Jednak okazuje się, że tak wielka ochota na piwo bynajmniej nie idzie w parze ze skłonnością do fundowania go przyjaciołom. Najhojniejszymi piwoszami Europy są bowiem Rumuni. To właśnie oni najczęściej spośród ankietowanych stawiają piwo, nie oczekując w zamian rewanżu. Rumuńska szczodrość jest godna podziwu tym bardziej, że są oni skłonni zapłacić za kolejkę ponad 10 piw dla przyjaciół. Pod tym względem wysoko plasują się także Rosjanie, których aż połowa zadeklarowała, że kupiłaby komuś piwo bez oczekiwania na rewanż. Zdecydowanie bardziej oszczędnie na tym tle wypadają Niemcy, z których większość jest skłonna raczej do dzielenia się kosztami wspólnego wypadu do pubu niż stawiania piwa znajomym. Z kolei Holendrów można uznać za nację najmniej drobiazgową. Zdecydowana większość mieszkańców kraju tulipanów i wiatraków woli otrzymany rachunek podzielić na równe części niż dochodzić, kto ile wypił i zjadł. Pod tym względem o wiele bardziej skrupulatni są Czesi, którzy dokładnie wyliczają, ile kto powinien zapłacić.

Gdy planujecie spotkanie w większej grupie, z pewnością powinniście wybrać się do Belgii. Tamtejsi piwosze stawiają bowiem piwo największej grupie osób naraz. Belgowie nie mają żadnych problemów, by zamówić piwo nawet siedmiu osobom, podczas gdy Rosjanie ograniczą zamówienie jedynie do 4 piw.